wtorek, 28 kwietnia 2015

Są..





"Są talerze, ale nie ma apetytu.
Są obrączki, ale nie ma wzajemności."

                                                                                                   W. Szymborska





wtorek, 24 marca 2015

La Roche - Posay

Kremy La Roche-Posay testuję od listopada. Nigdy wcześniej nie miałam z nimi do czynienia, chociaż apteczne specjały znam dobrze. Moja skóra od zawsze i chyba już na zawsze będzie płatała mi figle. Jest kapryśna, humorzasta. Przez ostatnie dwa lata bardzo się zmieniła. Wcześniej była tłusta, potrzebowała zmatowienia. Teraz lubi się wysuszać na wiór, chociaż ma dni, kiedy zaczyna wydzielać nadprogramowo sebum. Nie wiem, nie rozumiem, ale akceptuję i dopieszczam. W końcu moja, musimy się jakoś dogadywać. 
Pewnego dnia będąc robiąc kosmetyczne zakupy i mając w świadomości zbliżające się denko moich kremów, postanowiłam, że kupię coś nowego, coś czego moja skóra na sobie zaszczytu nosić nie miała. Padło na kultowy wręcz, uwielbiany przez kobiety na całym świecie, nagradzany Effeclar Duo. Zobaczyłam go i w głowie pojawiła się myśl 'to Ciebie mój drogi tak zachwalają, to Ciebie'. Hop! Do koszyka! Ok, mam coś do walki, potrzebuję czegoś do obrony. Pokładałam wielkie nadzieje, że Hydreane Extra Riche nawilży moją skórę tak idealnie, że będę się miziać, kiziać, przeglądać i mówić wow! Co było dalej? Zapraszam do recenzji!

Effeclar Duo to krem eliminujący niedoskonałości i przebarwienia potrądzikowe. 40 ml, cena około 55zł. Cena przystępna, można polować na promocje, wtedy kupicie go za jakieś niecałe 40zł. Warto. Dlaczego? Bo właściwie dawno nie trafiłam na tak dobry krem, który mimo pochwał nie jest przereklamowany. Lubię go, polubiłam od pierwszego użycia. Fajna konsystencja, wchłania się błyskawicznie, nie lepi się, zapach niedrażniący, a działanie? Rewelacja! Rzeczywiście zwalcza niedoskonałości. Kiedy nałożyłam go na noc na intruza, rano pozostał po nim niewielki ślad, zaczął się goić, a kolejnego dnia nie było po nim śladu. Szczękę zbierałam z podłogi. Oczyszcza pory. Lekko wysusza i powoduje złuszczanie się skóry. Nie polecam do codziennego stosowania, może przesuszyć. Ja początkowo używałam go co drugi dzień, aktualnie tylko wtedy, kiedy coś mi się zaczyna niedobrego rodzić. Trzeba działać. Zaczęłam testować krem Pharmaceris z 10% kwasem migdałowym, dlatego odstawiłam ten i używam go w sytuacjach kryzysowych. Polecam Wam z całego serca i kupię go ponownie nie raz, każda z nas powinna go mieć :)



Krem Hydreane Riche to nawilżający i redukujący wrażliwość krem. 40 ml, cena regularna około 60zł. Chciałam mieć idealnie nawilżający krem. Oczekiwania miałam wysokie. Niestety nie do końca im sprostał. Jest za słaby. Owszem nawilża, ale to krem bardziej na dzień, pod makijaż. Bardzo lekki, szybko się wchłania. Jeśli macie bardzo suchą skórę, ten krem po prostu będzie za słaby. Przykro mi. Na dzień jak najbardziej, ale niestety nie będzie stanowił duetu z Effeclarem Duo. Nawilżenie nie utrzymuje się zbyt długo. Nadal szukam ideału, do tego kremu raczej nie wrócę. Cena nie jest adekwatna do jakości produktu. A może moja skóra jest za bardzo wymagająca? Plusem jest to, że nie zapycha, nie tworzy filmu na twarzy, łagodzi podrażnienia. Uwaga, krem ten nie posiada żadnego filtru przeciwsłonecznego. Podsumowując nie uważam, że jest to produkt zły, bo nie jest, ale nie jest to produkt wybitny, który zasługuje na uwagę. Jeśli wasza skóra nie potrzebuje wielkiego nawilżenia, nie ma tendencji do przesuszania się,  nie potrzebujecie filtra przeciwsłonecznego, a chcecie lekkiego nawilżenia, to może warto. Dla mnie nie. Nie kupię ponownie, wyruszam na poszukiwania, a właściwie już podjęłam kolejną próbę, o tym innym razem.


Miło jest znowu do Was napisać.
Życzę miłego wieczoru i do napisania!

piątek, 20 marca 2015

marzec






Kilka ujęć z przełomu lutego i marca. Kupiliśmy telewizor, wspaniały blender, dzięki któremu codziennie piję owocowe koktajle. Moim ulubionym jest bezapelacyjnie truskawkowy ♥ Były całe dnie spędzone w pracy, obiady i kolacje na mieście z Bartim, wypady na wino z dziewczynami. Były wieczory z książką i filmem.
 Pierwsze lżejsze podmuchy wiatru..
 Wiosno, jestem, czekam.

wtorek, 17 lutego 2015

luty

Cześć luty, jak się masz?
Wreszcie zaczęło się układać. Styczeń przyniósł ze sobą pasmo niepowodzeń, ale po burzy zawsze wychodzi słońce.  Luty zaczął się pozytywnym akcentem, sesja zdana, za oknem piękne słońce, dodatnia temperatura, chęć do życia powróciła (i do blogowania). Dziś mam dzień wolnego, a właściwie to już jego schyłek, bo przecież jest 21.. Jutro do pracy, w czwartek do pracy.. Zapracowana ze mnie kobieta, a może inaczej.. niezależna! Wieczór zapowiada się bardzo spokojnie, kolacja, długi prysznic, i łóżko. Poczytam książkę.. może poprzeglądam Internet, zaplanuję kolejne dni. O właśnie, planowanie. Muszę Wam o tym koniecznie napisać, wiele się zmieniło odkąd planuję, zapisuję, kreślę, odhaczam. W 2015 roku obudziłam się jako bardziej zorganizowana osoba. Prowadzenie kalendarza i swoich zapisów ułatwia mi poruszanie się w świecie. Wolę pióro i papier niż aplikacje w telefonie. Zostawiam Was z lutowymi migawkami, trzymajcie się ciepło, do następnego!




wtorek, 6 stycznia 2015

pierwszy

Już po świętach, czas wrócić do normalności, to dobra chwila żeby coś napisać.
Zawsze kiedy kończy się jakiś okres w naszym życiu, przychodzi moment na podsumowanie, co wyszło, a co nie. Dobrze jest kiedy umiemy oddzielić czarne od białego, a białe od czarnego. Tak i ja dziś, przychodzę do Was z podsumowaniem roku, który oddzieliłam już grubą kreską. 

To był dobry rok. Samodzielny, niezależny, mój. Styczeń spędziłam w książkach, przygotowując się do pierwszej w moim życiu sesji, były też leniwe wieczory z pizzą i piwem, łyżwy i inne małe przyjemności. Początek lutego to egzaminy, całe szczęście wszystkie zdane! Później krótkie ferie, powrót na kilka dni do Kielc. Marzec.. Pierwsze podrygi wiosny, spacery po osiedlu i rolki! Kupiliśmy z Bartim rolki. Początki były trudne, a później już z górki. Zaliczyłam kilka upadków, wjechałam w przypadkowego przechodnia, frajdy było co niemiara! Kwiecień to Święta Wielkanocne, a także rozpoczęcie nowego rozdziału w moim życiu pt. PRACA. Majówka w pracy, weekendy w pracy, popołudnia w pracy - taki był maj. Czerwiec to kolejna sesja przeplatana pracą, później nasze wakacje w Zakopanem, chwila oddechu. W lipcu zaczęło się szukanie nowego mieszkania, upały, powroty nad ranem, po 16 godzin w pracy i tak w kółko.W sierpniu przeprowadziliśmy się do samego serca Wrocławia, i teraz wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji. Mieszkanie w centrum zdecydowanie posiada przewagę plusów nad minusami, zwłaszcza w przypadku mojego trybu życia. Rozpakowywanie walizek, oswajanie się z nową dzielnicą, badanie terenu gdzie co i jak. Wrzesień w sumie przeleciał mi przez palce, nie działo się nic szczególnego, praca, dom, praca, dom. Od października doszła jeszcze uczelnia. Filologia moja kochana ♥ Listopad we Wrocławiu był ciepły i słoneczny. Mogłam chodzić jeszcze w skórzanej ramonesce i ulubionej parce. Zdecydowałam się też na żelowe paznokcie. Tę wygodę cenię do dziś! W grudniu dużo pracowałam, nie miałam praktycznie na nic czasu. Jarmark na rynku zachwycał, kołacze smakowały obłędnie, a świąteczny klimat w pracy sprawiał, że odliczałam do Świąt Bożego Narodzenia jak dziecko!
To był mój rok w telegraficznym skrócie. Zaliczam go do jak najbardziej udanych. Dużo mnie nauczył, chcę aby 2015 był jeszcze lepszy. Mam cele, do których dążę, które chcę w pełni zrealizować. Innym razem Wam o nich opowiem :)
Trzymajcie się,
Buźka!



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...