środa, 30 kwietnia 2014

kropeczkoweLOVE

W zeszłym tygodniu w ofercie Biedronki pojawiły się zeszyty i notatniki w zawrotnej cenie 8,99zł. Kilka miesięcy temu, bodajże w styczniu, również mogliśmy kupić zeszyty w pięknych okładkach, dokładnie w tej samej cenie. Kupiłam i wtedy i dziś. Z tym samym motywem.. kropeczkami! Zeszyty są urocze i dobrze wykonane. Lubię otaczać się ładnymi przedmiotami, zeszyt z piękną okładką nabiera wyjątkowego znaczenia.
Długi weekend przed nami. Dla mnie nie będzie to czas lenistwa, ponieważ pracuję. Jedynie piątek mam wolny. Podoba mi się moja nowa praca! :)
Miłego dnia! :)




wtorek, 29 kwietnia 2014

zakupy Rossman, apteka DOZ, SuperPharm

Promocja w Rossmanie nadal trwa, ja już poczyniłam swoje zakupy :) Czekam na przyszły tydzień, planuję kupić lakiery Rimmel z serii Lycra Pro, szczególnie odcień pokazywany przez Stri (:*) KLIK.  Do koszyka wrzucę pewnie jeszcze pomadkę z nowej serii Rimmel oraz lakier do ust (jaka dziwna nazwa - lakier... ) Apocalips również firmy Rimmel.
W dzisiejszym poście przedstawię Wam co wrzuciłam do koszyka, nie jest tego za wiele. Kupiłam wszystko co chciałam. Jestem zadowolona :)
W zeszłym tygodniu przygarnęłam dwa opakowania mojego ulubionego podkładu Rimmel 25h. Żałuję, że nie kupiłam jeszcze jakiegoś pudru i różu. Planuję nadrobić to robiąc zakupy w internetowej drogerii MintiShop, ale to już po  wypłacie :D
 Maybelline Color Tatoo 24 kupiłam pod wpływem wielu ochów i achów w blogosferze i... zakochałam się w kolorze, konsystencji. Pięknie prezentuje się na oku. Szukałam takiego cienia od dawna! Jestem ciekawa jak będzie z trwałością :)
 Tusz Wibo Growing Lashes polecało wiele z Was, skusiłam się chociaż nie jestem przekonana do jego szczoteczki. Żel do stylizacji brwi z Wibo wzbudził moje zainteresowanie, a za 4zł nawet jak się nie sprawdzi to nie będzie mi szkoda. Jutro planuję pierwsze testy. Obydwa produkty są dla mnie zupełną nowością.
 Limitowany lotion do dłoni z Isany widziałam w blogosferze już dawno, ale kupiłam dopiero dziś. W dodatku w promocji :) Na razie mogę powiedzieć, że ładnie pachnie i ma fajne opakowanie.
 Potrzebowałam żelu do mycia twarzy, ten był w promocji. Zapłaciłam za niego niecałe 9zł.
 Moje paznokcie po odżywce z Eveline nie mogą dojść do siebie :( Postawiłam na olejki: rycynowy i z drzewa herbacianego. Oby pomogły.
 Lakier z kolekcji Rita Ora podbił moje ♥! Idealna mięta, dorwałam ją w SuperPharmie.
A na koniec najlepsze :) Pokażę Wam jak wygląda cień Maybelline On and on Bronze.na mojej powiecie. Zastanawiam się czy nie wrócę jeszcze po jakiś odcień :) Jest świetny! W promocji zapłaciłam niecałe 12zł, bez promocji zapłacicie ok. 25zł :) Warto, polecam :)


czwartek, 24 kwietnia 2014

iść ciągle do przodu

Lubię czasem napisać co nie co na temat swojego życia prywatnego, bo po kilku miesiącach mogę wrócić do takiego postu i powspominać, zobaczyć co się wydarzyło od tego czasu, co się zmieniło, i jak zmieniłam się sama ja. Rok temu zaczynałam swoją pierwszą poważną pracę w życiu.. Miło wspominam ten czas, zdobyłam doświadczenie, choć wstawanie o 2:30 w nocy (tak, w nocy) było straszne. Teraz wznowiłam poszukiwania pracy na stałe, w końcu wakacje za pasem :) Jutro będę pracować jako hostessa, to mój pierwszy raz w tej branży. A w sobotę mam inne spotkanie o pracę, zobaczymy jak się wszystko potoczy :)

Cieszę się, że wyjechałam do Wrocławia. Wszystko na wyciągnięcie ręki, a sukces zależy do nas. Kielce w ogóle się nie rozwijają, bez perspektyw dla młodych ludzi, to przykre. Wiadomo, że czasem tęsknimy za tym kawałkiem rodzimej ziemi, w końcu tam jest cząstka nas. Nie warto w życiu stać w miejscu, trzeba iść do przodu i walczyć o swoje.

Do odważnych świat należy? Z pewnością tak! Warto zrobić krok do przodu, podjąć ryzyko. Łatwiej jest, kiedy mamy w bliskich wsparcie ♥

NIE ZWLEKAJ,  IDEALNY MOMENT NIE ISTNIEJE :)
takim akcentem kończę dzisiejszy post  :)





poniedziałek, 21 kwietnia 2014

dodatki do kąpieli

Na moje dwudzieste urodziny (ja mam dwadzieścia lat, Ty masz dwadzieścia lat przed nami siódme niebo, o o o ♥) dostałam od chłopaka torbę kosmetyków z Douglasa. Wśród dobroci znalazłam kuleczki do kąpieli, sztuk dwanaście. Piękne kolory i zapachy przyciągnęły moją uwagę. Kolorową i przepięknie pachnącą kuleczkę wrzucamy do wody w wannie. Po chwili rozpuszcza się niej (po dłuższej chwili). Uwalnia delikatny, nienachalny zapach. Nie wytwarza żadnej piany, ale czyni wodę tłustą (lekko, nie bójcie się o kąpiel w oleju).
Zapach wpływa na nasze zmysły, relaks gwarantowany. Po wyjściu z wody ciało nie pachnie, ale jest wspaniale nawilżone! Nie musimy używać już balsamu po wyjściu z wanny. Efekt jest niesamowity, nie spodziewałam się takiego nawilżenia. Co do ceny nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że 4 złote za sztukę. Jeśli się mylę, poprawicie mnie :)
Podsumowując: kolorowe, pachnące, nawilżające, relaksujące.. Polecam!





niedziela, 20 kwietnia 2014

Wibo Wow Sand nr 4

Lakier ten mam w swoich zbiorach od listopada, zdjęcia na bloga od grudnia, a post piszę dopiero w kwietniu. Co za poślizg! Zdarza się, cóż. Chciałabym być na bieżąco, ale zawsze coś wypadnie, zawsze coś do zrobienia, a jak mam chwilkę czasu to weny brak.
Dziś jednak korzystając z wolnego i świątecznego zarazem wieczoru nadrabiam zaległości. Pokażę Wam jeden z moich ulubionych piasków. Mowa o Wibo WOW Glamour Sand nr 4 z efektem piaskowego brokatu.
Nakłada się idealnie, pędzelek jest bardzo wygodny, konsystencja lakieru odpowiednia, wysycha natychmiastowo. Nie zahacza po pomalowaniu (kto ma piaski wie o czym mówię). Na paznokciach wytrzymuje około 3 dni, cena niska, zresztą to przecież produkcja Wibo. Zmywanie nie jest fatalne, ale do najprzyjemniejszych nie należy. Pięknie mieni się w słońcu, a do pełnego krycia potrzebujemy dwóch warstw. Piaski Wibo bardzo lubię, zresztą nie tylko piaski.
Polecam, chociaż wiem, że może być już problem z ich dostępnością. Mój niemały poślizg spowodował, że aktualnie w ofercie Wibo są pastelowe piaski. Nie wiem jak sprawują się na paznokciach, nie testowałam, i nie zamierzam. Chyba, że dorwę jakiś podczas promocji w Rossmanie -49%. Słyszałyście o niej? Jeśli nie to przedstawiam Wam harmonogram:

22-27.04 podkłady, pudry, róże, bronzery, korektory
28.04-4.05 tusze, cienie, kredki, linery
5-11.05 szminki, kredki do ust, lakiery, produkty do pielęgnacji paznokci


Ja na pewno skorzystam z promocji. Już robię listę zakupów, tym razem pójdę po konkretne podkłady, kolory lakierów i szminek. Nie będzie nieprzemyślanych zakupów :) Rossman idealnie wstrzelił się w moje aktualne potrzeby, akurat mój podkład jest na wykończeniu, tusz również. Taka promocja to niezły deal! Ja skorzystam, a Wy?

Dobra, wróćmy do piaskowego lakieru. Zostawiam Was ze zdjęciami, patrzcie i podziwiajcie!
Miłego wieczoru, całuję
Sietku



 

21:40

Siedzę z laptopem na łóżku, biały Sony Vaio pasuje do pościeli. Lodówka pełna pyszności, mój brzusio ma na coś ochotę, ale jeszcze nie sprecyzował na co. Dostaję średnio co dwie minuty smsa od Bartiego, wszystko w porządku. Przeglądam foldery ze zdjęciami i właśnie zorientowałam się, że nie pokazałam Wam kilku lakierów, zdjęcia zrobione już w lutym (o zgrozo, jaki poślizg). Chyba naskrobię dziś jeszcze jeden kosmetyczny post, a co. Na blogerze nie ma co dziś czytać, jesteście mało aktywni, a jak pojawia się post to z życzeniami..
 Nudne to.

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych Świąt! :))

Drodzy czytelnicy,
Tego wieczoru chciałam życzyć Wam spokojnych, rodzinnych i wesołych Świąt Wielkanocnych! Obyście spędzili je w zdrowiu i szczęściu, ciesząc się każdą chwilą tego magicznego czasu.
Nie patrzcie na kalorie, zajadajcie wszystkie pyszności i świętujcie na całego!
Wesołego Alleluja!
Karolina,
Sietku :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

zakochaj się w rolkach part II

Cześć! W dzisiejszym poście dowiecie się jak potoczyła się dalej moja historia z rolkami. Zapraszam do przeczytania pierwszej części, jeśli ktoś ominął KLIK.
Miłej lektury!

Rolki podejście numer jeden.
Wróciłam z rolkami do domu pełna entuzjazmu, radości i chęci do jazdy. Niestety w dniu, w którym kupiłam rolki padał deszcz. Nastał poniedziałek - również padało, we wtorek pogoda bez żadnych zmian, a w środę? Przywitała nas wiosna! Założyłam rolki na nogi i wyruszyłam z Bartim () w teren. Pierwsze podejście było dla mnie stresujące, bałam się upadku, porażki i myślałam o najgorszym. Barti prowadził mnie za rękę, ja oczywiście za każdym razem kiedy traciłam równowagę, piszczałam niemiłosiernie płosząc ptaki, które były w pobliżu. Ludzie patrzyli na nas z uśmieszkami pod nosem. Pewna Pani zapytała nawet żartobliwie kto tu kogo uczy jeździć :D Czy luby mnie czy ja jego :D Tego dnia na rolkach spędziliśmy godzinę. I o dziwo obyło się bez żadnego upadku!

Rolki podejście numer dwa.
Następnego dnia również wyruszyliśmy na rolki. Szło mi już coraz lepiej, przełamałam strach, zaczęłam wreszcie jeździć a nie szurać :D Zmotywowało mnie to jeszcze bardziej, osiągnęłam swój mały sukces. Jeździłam kolejną godzinę i poczułam zakwasy! Mięśnie, które do tej pory się nie odzywały, dały o sobie znać! Byłam szczęśliwa, że coś zaczyna się ze mną dziać.  Barti z racji, że na rolkach jeździł będąc dzieckiem, drugiego dnia wykonywał już triki, na które ja patrzyłam z otwartymi ustami ;o

Rolki podejście numer trzy, cztery, pięć...........
Tutaj już było ze mną bardzo dobrze, czułam się pewnie, jeździłam szybko (szybkość pojęcie względne). Nauczyłam się hamować, to było dla mnie niezłym wyzwaniem! Z płynnym skręcaniem mam jeszcze małe problemy. Z łatwością zjeżdżam z małych górek, a także podjeżdżam pod nie. Umiem jeździć zarówno po płaskiej, gładkiej asfaltowej powierzchni, a także po kostce (na początku byłam na kostce kaleką :D ). Pierwsze upadki już za mną, wstać z upadku też potrafię :D

Rolki dają mi masę szczęścia i radości, nie żałuję że je kupiłam. Staram się jeździć w miarę regularnie. Moja kondycja nie jest w najlepszej formie, mam bardzo mało ruchu. Dzięki jeździe na rolkach mam poczucie, że coś z sobą robię, a nie siedzę i leniuchuję na kanapie. Wszystkiego można się nauczyć! Wystarczy tylko trochę chęci i samozaparcia :)

My zawsze jeździmy we dwójkę. To nasz sposób na aktywne spędzanie czasu razem.

Miłego wieczoru! :)


środa, 9 kwietnia 2014

minireceznzje dwóch produktów

Dziś przychodzę do Was z dwiema minirecenzjami produktów, które skończyły swój żywot w mojej łazience. Postanowiłam podzielić się z Wami co o nich sądzę. Mowa o szamponie do włosów marki Head&Shoulders i peelingu do ciała Paloma body SPA. Czy sprawdziły się u mnie, czy polecam? Zapraszam do dalszej lektury dzisiejszego postu!


Szampony przeciwłupieżowe tej firmy są dla mnie ratunkiem w sytuacjach podbramkowych. Kiedy jakiś inny szampon czy odżywka negatywnie wpłynie na moją skórę głowy, sięgam właśnie po Head&Shoulders. Uwielbiam wszystkie warianty zapachowe! Ten na zdjęciu, który skończył swój żywot to akurat apple fresh. Bardzo orzeźwiający i energetyzujący zapach. Niestety na moich włosach utrzymywał się dosyć krótko. Nie przyspieszał przetłuszczania się włosów. Moje włosy umyte tym szamponem wyglądały bardzo dobrze, nie wysuszył skóry głowy. Miałam wrażenie, że bardzo porządnie oczyszczał. Włosy rozczesywały się po nim dosyć opornie, ale miewałam gorsze szampony pod tym względem (przykład: lawendowa Ziaja). Szampon godny uwagi, polecam i będę do niego wracać :)


Kolejnym produktem, o którym powiem Wam dzisiaj kilka słów jest peeling myjący do ciała wygładzająco-ujędrniający o zapachu tropikalnych owoców marki Paloma. Dostałam go w prezencie już bardzo dawno temu i zużywanie go szło mi dosyć topornie. Wcale nie z uwagi na jego wydajność (bo nie jest wydajny), ale po prostu nie polubiliśmy się. Zacznę od jego konsystencji, która jest bardzo wodnista, przelewa się przez palce, ucieka nam z rąk. Drobinki są bardzo małej wielkości i ścieranie jest znikome. Zapach był łagodny i nie przypominał mi tropikalnych owoców. Działanie wygładzające marne, a o antycelulitowym nie wydam werdyktu, gdyż używałam go tylko z doskoku. Do plusów mogę zaliczyć jedynie opakowanie :) Nie polecam i nie sięgnę po niego ponownie.



Zapraszam Was do obserwacji moich poczytan także na: T W I T T E R  &  I N S T A G R A M

Do następnego!
Miłego wieczoru :))

wtorek, 8 kwietnia 2014

bez różu ani rusz!

Lakier firmy Ados mam w swoich zbiorach już rok, i aż wstyd się przyznać na moich pazurkach gości po raz pierwszy solo. Użyłam go w TYM poście w połączeniu z błękitem i od tamtej pory zbierał kurz. Wczoraj wieczorem zmieniając kolor paznokci przypomniałam sobie o tym maleństwie. I muszę się Wam przyznać, że szczerze żałuję, iż przeleżał on tyle w moich zbiorach! Całkowicie mnie zauroczył! A top coat Insta-Dri dodał mu dodatkowego atutu jakim jest niesamowity blask. Jeśli szukacie dobrego top coatu, który przyśpieszy wysychanie lakieru i nada Waszym paznokciom połysku, kupcie Sally Hansen Insta-Dri, polecam :)
Wracając do samego lakieru, to zapłaciłam za niego niewiele - ok. 4zł. Na paznokciach wygląda fenomenalnie, jest bardzo żywym odcieniem, aplikuje się bezproblemowo, kupiłam go w małej osiedlowej drogerii. O wysychaniu się nie wypowiem, bo odkąd mam Insta-Dri wszystkie lakiery schną w okamgnieniu. Pędzelek jest bardzo wygodny. Podoba mi się także pojemność, bowiem lakier ma 5,5 mililitra. Dzięki temu jest jakaś szansa, że zużyję chociaż połowę zanim zamieni się w glutka :))
Standardowo pod lakier jako bazę użyłam odżywki z Lovely, którą pokazywałam Wam TU.
Aha, zapomniałam o najważniejszej rzeczy - odcień tego lakieru to 51 :) Z pewnością będzie często gościł na moich pazurkach. Zdjęcia idealnie oddają jego kolor :)
Miłego wieczoru!












piątek, 4 kwietnia 2014

matowy top coat Wibo nr 3

Złotko, które zapowiadałam Wam dwa posty temu wzbudziło zainteresowanie. Dziś opowiem Wam jak przebiega nasza znajomość :)
Kupiłam go razem z lakierem Wibo z nowej kolekcji Celebrity Nail Paslel love nr 7, który możecie zobaczyć TU.  Polowałam na matowe złotko od dłuższego czasu, jednak zawsze kiedy byłam w Rossmanie, nie było go na stanie. Tym razem historia potoczyła się inaczej i stałam się jego nieszczęśliwą posiadaczką.
Cena lakieru to sześć polskich złotych z groszami, dostępność wiadomo - szafy z kosmetykami Wibo, aplikacja bezproblemowa, schnie szybko, ilość drobinek, która nabiera się za jednym razem na pędzelek jest bardzo okej. Wszystko super tylko... w buteleczce jest piękny, a na pazurkach mnie nie zachwyca. Identyczna sytuacja jak z Pastel love, z poprzedniego lakierowego postu. Próbowałam nałożyć go na różne bazy jak i solo i nadal nie zaiskrzyło. Szkoda, bo w buteleczce naprawdę jest przepiękny ♥ Nadal będę szukać idealnego złotego top coatu. Swoją drogą widziałam ostatnio w Hebe złoty brokat od Catice, gdyby nie to, że u mnie lakiery Catrice trzymają się najkrócej ze wszystkich, pewnie byłby już mój.
Dzielę się z Wami zdjęciami matowego złotka z Wibo i życzę miłego wieczoru!
Buziaki!

Ps. za każdym razem nakładam na niego top, bardziej akceptuję go w wersji błyszczącej niż matowej.













czwartek, 3 kwietnia 2014

nowa miłość.. ♥ zakochaj się w rolkach! part I

Większość z Was podjęła jakąś aktywność fizyczną, która ma Wam pomóc w wyrzeźbieniu ciała, spaleniu zbędnych kilogramów do lata. Ja nie należę do ludzi kochających aktywność fizyczną. Wiele razy podejmowałam próby biegania i po tygodniu (albo i nawet nie) mój zapał się kończył. Ćwiczenia z Chodakowską mnie nudzą, nie mogę znieść jej głosu (z całym szacunkiem do jej osoby). Rower, lubiłam jeździć, ale rekreacyjnie, raz na jakiś czas. Bez zapału i motywacji. Gry zespołowe, najpierw trzeba mieć zespół! Na tańce chodziłam jakiś czas (prawie dwa lata), ale było to dawno.. Koniec gimnazjum/początek liceum.. Później zrezygnowałam, z braku czasu (tak to sobie tłumacz, tak). Później byłam zabiegana, matura, praca.. Ale jakiś ruch tam był. Dużo spacerowałam z Magdalenką (pozdrawiam serdecznie :*), chodziłam po mieście zamiast jeździć autobusami, lubiłam chodzić. Do tego zajęcia wychowania fizycznego, które traktowałam jak karę, a nie przyjemność.
A potem skończyłam szkołę, wyjechałam na studia i.... i przytyłam bardzo. I mimo tego, że wcześniej nie przeszkadzała mi moja waga, i wszystko było okej, teraz widzę, że jest mnie trochę za dużo, a w moim życiu nie ma ŻADNEJ aktywności fizycznej. Zero, null. Wstaję, jem, idę na uczelnię, jem, wracam, jem, jem, jem, idę spać. Do tego jem nieregularnie i bardzo niezdrowo. I efekty są. Zaczęłam się zastawiać co mogłabym zrobić DLA SIEBIE, dla przyjemności. Bo nie oszukujmy się, jak nie polubię tego co mam robić, to po tygodniu rzucę to w cholerę i znowu nic z tego nie będzie.

I co postanowiłam? Na jaki pomysł wpadłam?
Zaczęłam interesować się tym, jak wygląda jazda na rolkach, jakie rolki kupić, jakie są efekty (i czy w ogóle są). I owszem efekty są, jazda jest dla każdego, każdy może się nauczyć i dla mnie najlepsze okazały się być rolki do fitnessu. Pojechałam do sklepu jednego, drugiego i trzeciego pooglądałam i zdecydowałam: KUPUJĘ. Niech się dzieje co chce. Przymierzyłam i zapał zmalał, bo nie potrafiłam nawet wstać z ławki na nogi! Myślę: jej... to chyba jednak nie dla mnie.. Wróciłam ze skwaszoną miną do domu, zniesmaczona i poirytowana.. Po chwili przeszło mi to uczucie i zasiadłam do mojego Sony Vaio (big love ♥), poszperałam w internecie, poczytałam fora internetowe, pooglądałam filmiki instruktażowe.. Dałam sobie porządnego kopa i stwierdziłam jednogłośnie: JA WAM POKAŻĘ!
Następnego dnia pojechałam z entuzjazmem, motywacją, zapałem, radością i czym się tylko jeszcze pozytywnym da, do Decathlona przymierzyłam wymarzone rolki i pobiegłam ( a raczej pobiegliśmy, moje love też kupiło rolki ♥ razem rolkujemy :D ) do kasy.

Chcecie wiedzieć jak historia potoczyła się dalej?
Zapraszam na część drugą rolkowego posta już niebawem!  Podzieliłam ten post na dwa, bo wyszedłby ogromny tasiemiec i pewnie nikt nie dotrwałby do końca :)) W drugiej części dowiecie się czy i jak zaprzyjaźniłam się z rolkami, czy będzie z tego dozgonna miłość? :)





moje i jego ♥♥

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...