piątek, 29 listopada 2013

byłam w kinie na..

Dokładnie tydzień temu, w zeszły piątek wybrałam się z chłopakiem do kina. Wybór padł na film 'Wyścig'.  Film oglądaliśmy w kinie Cinema City we Wrocławiu, i muszę przyznać, że na sali było bardzo mało osób. Po kinie oczywiście nie obyło się bez śmieciowego jedzenia w Mc Donaldzie, wieczór spędzony  bardzo miło, mogliśmy się oderwać od codziennych obowiązków, zmagań ze studiami czy też innymi problemami dnia codziennego. Przechodząc do samego filmu - godny polecenia! Naprawdę już dawno nie trafiłam na tak dobry, wciągający i interesujący film :) Doskonałe obsadzenie ról (dziewczyny, wiecie o czym mówię?), fabuła.. Czas spędzony w kinie minął bardzo szybko, wyszłam odprężona i zrelaksowana. O czym jest film? Już jak sama nazwa wskazuje mamy do czynienia z kierowcami rajdowymi, dwoma odwiecznymi rywalami. W filmie ukazane są ich przygody na torze jak i w życiu prywatnym. Nie chcę zdradzać zbyt dużo, dlatego zalecam obejrzenie zwiastuna  Jeśli Was zainteresuje, idźcie śmiało do kina, nie będziecie żałować wydanych pieniążków :)


czwartek, 28 listopada 2013

buty na zimę

Jedna z moich stałych czytelniczek, na której bloga Was serdecznie zapraszam KLIK, poprosiła mnie o pokazanie bucików, które kupiłam dwa dni temu. Są to buciki na zimę, w kolorze brązu. Ocieplane, na lekkim obcasie. Kupiłam je w sklepie CCC za 129,99zł. Mam nadzieję, że będą mi służyć długo, ponieważ ja buty niszczę w zastraszającym tempie. Oby te przeżyły ze mną wiele :)

Miłego dnia Kochani, ja za momencik wychodzę na uczelnię, później do biblioteki po literaturę na kolokwium. 17 lektur do przeczytania przede mną...




ps. w mieszkaniu obok ktoś przepięknie gra każdego ranka na pianinie, piękna muzyka.. najbardziej melodię słychać w łazience, więc można się relaksować w wannie biorąc kąpiel, czy robiąc makijaż :) sąsiad bądź sąsiadka ma talent! :)

swatche lakierowych nabytków

W poprzednim poście pokazywałam Wam jakie lakiery zgarnęłam podczas promocji w Rossmanie. Dziś czas na swatche. Nie wypowiem się o właściwościach tych lakierów, bo na razie nie jestem w stanie nic o nich powiedzieć, może poza tym, że pięknie wyglądają na pazurkach :)



biały lakier posiada różowe drobiny, niestety nie udało mi się ich uchwycić :(
Lakier piaskowy Wibo nr 3
Lakier  Wibo seria Express Growth nr 169
Lakier Wibo seria Extreme Nails nr 400


środa, 27 listopada 2013

moje zakupy w Rossmanie, listopadowe nowości kosmetyczne

Rosssman przygotował dla nas świetną promocję, nie mogłam obejść obok niej obojętnie. Tym bardziej, że skończył mi się mój ulubiony podkład, a lakierowy odwyk trwa już stanowczo za długo.. ;p Tak więc poczyniłam małe zakupy. Do koszyka wpadły kosmetyki potrzebne, lakiery do paznokci to mała przyjemność, ale zwracając uwagę na to, że możemy je kupić prawie o połowę taniej, można sobie pozwolić na małe szaleństwo. W Rossmanie byłam dwa razy. Za pierwszym podejściem kupiłam piękny lakier Wibo o numerze 169, podkład Rimmel oraz tusz do rzęs. Drugie podejście owocowało w dwa promocyjne lakiery oraz tonik Lirene. Mojej zielonej, ogórkowej  Ziai nie było więc do koszyka wpadła nowość - tonik nawilżająco-oczyszczający  Lirene. Sprawdziłam już opinie krążące o nim w internecie, raczej pozytywne. Jestem ciekawa jak będzie mi służył. Z pielęgnacji w mojej łazience w listopadzie pojawił się jeszcze krem Bambino oraz płyn do higieny intymnej.

od lewej: piasek Wibo nr 3, lakier Wibo nr 400, lakier Wibo nr 169








To moje listopadowe nowości w kosmetykach, nie jest ich dużo, w normie. W grudniu nie planuję większych zakupów kosmetycznych. Z niekosmetycznej beczki do 'szafy' wpadły mi buty na zimę, ciepłe, eleganckie, wykonane ze skóry z CCC. Być może pokażę Wam je w jednym z najbliższych postów.
Na uczelni młyn, co chwilę jakieś kolokwium... Jest ciężko, ale nikt o łatwym studiowaniu nie wspominał..
A za miesiąc święta.. ♥ Czujecie już ten klimat? :))

piątek, 22 listopada 2013

dzień dobry baaaardzo! :)

Witam Was bardzo serdecznie w ten piątkowy poranek. Obudziłam się przed kilkoma minutami (tj. w okolicach 6:45), chociaż zajęcia zaczynam dopiero o 10. Lubię wstać wcześniej, wtedy mój dzień staje się dłuższy i dzięki temu mogę go lepiej spożytkować. Dziś jestem wyspana i pełna energii, mam dużo rzeczy do zrobienia, które zapisałam w notatniku. Będę wykreślać rzeczy zrobione, dopisywać nowe plany na dni następne. Zobaczymy czy to wpłynie na moją większą organizację, mam nadzieję, że właśnie tak będzie.
W planach mam zakupy w Rossmanie, promocja -40 nie zdarza się codziennie. Chcę kupić mój ulubiony podkład z Rimmela Lasting Finish 25h., który wczoraj dobił dna. W zapasie mam jeszcze Affinitone z Maybelline, ale nie polubiłam go. Do koszyka z pewnością wrzucę lakiery do paznokci, poluję zarówno na piaski jak i na to o zwykłym wykończeniu. Zastanawiam się jeszcze nad kupnem kultowych, osławionych już na blogach kosmetycznych tuszy zielonego z Wibo bądź żółtego z Lovely. W promocji kosztować będą zaledwie 5zł. Zapewne bologosferę zaleją posty 'co kupiłam na promocji -40', ale ja z chęcią czytam Wasze zakupowe posty, pewnie sama również taki dla Was przygotuję.
Życzę Wam miłego, pełnego uśmiechu i życzliwości dnia! Notabene wczorajszy był dniem życzliwości, wiedziałyście?
A oto moje chomczury Julcia&Romek :)))




czwartek, 21 listopada 2013

czas, który ucieka przez palce, czyli zła organizacja czasu

Na co drugim blogu znaleźć można post o organizacji i zarządzaniu czasem, o tym jak zmieścić się ze wszystkimi czynnościami do wykonania w dobie, a przy tym mieć czas na relaks, spotkania ze znajomymi, czy chwilę z książką.. No tak, niby wszystko ładnie, pięknie, tylko czy ja jestem aż tak bardzo nieogarniętą personą, czy wszystkie inne kobiety są aż tak obrotne, inteligentne, mądre i dobrze zorganizowane?
Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wychodzę naprzód mojemu problemowi, czas się z tym uporać. Całe zamieszanie tkwi w tym, że moja doba jest za krótka na wszystkie moje obowiązki, i przez to zarywam niejedną nockę, szczególnie dwie/trzy przed dużym kolokwium. Od kiedy się usamodzielniłam mam na głowie takie sprawy na głowie jak prasowanie, pranie, sprzątanie.. no dobrze, to jeszcze nie wszystko, bo przecież trzeba jeszcze zakupy zrobić (i tu wcale nie mowa o ubraniach czy kosmetykach  :) ) i obiad ugotować, i naczynia po obiedzie pozmywać.. I na chwilę odpoczynku i relaksu w ciągu dnia też zapotrzebowanie jest.. Nie wspomnę o uczelnianych obowiązkach: chodzenie po bibliotekach, bo przecież na filologii książki to podstawa, a nie wszystkie są tak łatwo dostępne, czas na czytanie mieć też trzeba, zrobienie notatek, nauka do kolokwium..
I w pewnym momencie napięcie rośnie. Bo obowiązków coraz więcej a doba taka sama. Ani ciut ciut dłuższa.
Czuję presję, że inni mogą być tak zorganizowani, a ja nie. Czuję, że mogłabym lepiej zarządzać swoim czasem i rozplanować dzień. Tak więc od dziś zaczynam w swoim notesie (a takowy mam już od października, pochodzi z Empiku) notować wszystkie czynności do wykonania w danym dniu, potem sukcesywnie realizować, skreślać, i mieć satysfakcje, że ani minuta mojego dnia się nie zmarnowała :) W związku z tym, że rok pod znakiem 'pechowej' trzynastki dobiega końca, czas zrobić rozeznanie w propozycjach kalendarzowych na rynku. Nie ukrywam, że na studiach kalendarz to podstawa. Ja na razie notuję wszystkie uczelniane terminy w notesie, ale w kalendarzy byłoby to sto razy łatwiejsze i przyjemniejsze. Planuję zakup kalendarza w formacie a5, który będzie pomagał mi w organizacji czasu, będzie przechowywał ważne dla mnie rzeczy i przypominał o ważnych terminach!  Pierwsze postanowienie noworoczne już jest: być lepiej zorganizowaną!


piątek, 15 listopada 2013

Gel Look Golden Rose

Nigdy dotąd nie używałam topów, zawsze uważałam je jako coś zbędnego, zajmującego czas, nie wierzyłam w szybsze wysychanie lakierów za ich zasługą (albo nie chciałam wierzyć, bo jestem leniwcem i tak nie chciałoby mi się wysuszaczem po pazurkach przejechać). W lipcu tego roku podczas wizyty we Wrocławiu ( wtedy jeszcze nie mieszkałam w tym pięknym mieście), w osiedlowej drogerii, która znajduje się obok mojego bloku, kupiłam top Gel Look z Golden Rose. Pani w drogerii wychwalała pod niebiosa, gwarantowała mega nabłyszczenie, przyspieszone wysychanie lakieru i cuda na patyku. Kupiłam.

Producent gwarantuje nam po pierwsze efekt żelowych paznokci, po drugie wysoki połysk, a po trzecie przedłużenie żywotności naszego mani. Jak to się ma w praktyce? Średnio.
Zacznę od tego, że mój top ma konsystencję gęstą, przez co nie jest wygodnie nim operować + szeroki pędzelek. Plusem jest to, że nie ściąga lakieru. Co do połysku, to nabłyszcza minimalnie, szału nie ma, tu jestem zawiedziona. Efektem żelowych paznokci również - efektu po prostu nie ma. Żywotności lakieru nie przedłuża na pewno, a nawet powiem więcej - skraca, jeśli uderzymy paznokciem np. o blat stołu, albo nawet mocniej paznokciem uderzymy o paznokieć to... uwaga.. lakier pęka... Struktura lakieru staje się popękana, i wygląda to nieestetycznie. Sprawcą tego zamieszania oczywiście jest Gel Look. Żeby już całkowicie nie skreślać tego produktu dodam, że w jednym mnie zaskoczył. Mianowicie on naprawdę przyspiesza wysychanie lakieru, lakier staje się 'twardszy'! A o tym producent nam się nie chwali. Pani w drogerii miała rację, wysychanie przyspieszone! Drugim plusem jest cena, zapłaciłam za niego 6,90zł. Nie wiem jaka cena obowiązuje na wysepkach Golden Rose, ale  na wizażu podana jest: około 10zł.

Podsumowując: top nie warty uwagi i drugi raz go nie kupię. Dla mnie szału nie robi, używam go do  piasków, kiedy chcę alby fluid nie wżerał się nie. I u mnie znalazł tylko takie zastosowanie, chociaż czasem jeszcze przejadę nim mani, kiedy mam mało czasu, albo maluję paznokcie późną porą i nie chcę mieć odbitej pościeli, bo przyspiesza wysychanie i utwardza, ale do tego celu używam go zasadniczo rzadko.


tutaj z moimi piaskami, do których go używam w duecie, piasków mam tylko dwa, ale podczas promocji -40 w Rossmanie sięgnę po więcej! Piaski Wibo i Lovely strzeżcie się! :)

o mojej pierwszej zupie słów kilka

Dziś miałam swój mały debiut w kuchni, mianowicie ugotowałam po raz pierwszy, zupełnie sama,  zupę! Wybór padł na prostą, tradycyjną pomidorową. No, może i nie taką tradycyjną, bo ja swój przepis musiałam unowocześnić dodając zamiast zwykłego, pełnoziarnisty makaron. Czyli było zdrowiej :) Zupka wyszła pyszna, do tego smakowała lepiej, bo robiona własnoręcznie. Lubemu też smakowała, zjadł cały, pełniusieńki talerz. Mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna! I już niedługo będę mogła konkurować z mamą w kuchni :) W planach mam jeszcze zrobienie rosołu, kurczaka w piekarniku.. Coraz częściej zaglądam też na blogi i strony kulinarne, gdzie podglądam co i jak, inspiruję się i motywuję do dalszych kroków w kuchni. Dwa dni temu robiłam naleśniki z nutellą z nowego, znalezionego właśnie na blogu przepisu - były pyszne! Puszyste, ciasto wyszło idealne. Nie skłamię również jak przyznam, że czas spędzony w kuchni jest dla mnie nie karą, a przyjemnością. Polubiłam gotowanie, i przyrządzanie posiłków, a zrobienie każdego nowego dla mnie dania jest niesamowitą frajdą! A Wy, lubicie gotować? :)




wtorek, 12 listopada 2013

dzien dobry

Dzień dobry wszystkim w ten jesienny poranek :) Długo się nie udzielałam na blogu, przyczyną była intensywna nauka do kolokwium, czytanie Biblii i innej literatury obowiązkowej. Cały tydzień siedziałam w książkach, przyswajając wiedzę a i tak czuję, że będzie z tego powtóreczka z rozrywki i zaliczanie po raz drugi. No nic, zobaczymy. Dzisiejszy dzień ma tyle dobrego, że czekają mnie tylko dwa wykłady, a więc na uczelni spędzę tylko 2 godzinki. Niestety potem czas przysiąść do łaciny, bo jutro zaliczam zaległe kolokwium. Pierwsze zaliczone na 4, mam nadzieję, że i drugie uda się zaliczyć tak gładko i przyjemnie.
Długi weekend zleciał szybko, w sobotę zajmowałam się domowymi obowiązkami, a na 'obiad' była pizza, szkoda, że nie domowa ;p W niedzielę mecz Bartiego, wygrany jak wszystkie do tej pory :) Niedzielny wieczór spędzony w formie rozrywkowej, wyszliśmy na miasto :) Notabene przez ten miesiąc poznałam tyle nowych ludzi, co przez moje całe dotychczasowe życie ;D Poniedziałek leeeeeeeniwy i śpiący, przed laptopem, telewizorem... I oczywiście nie mogło też zabraknąć książek..
Teraz dopijam kawę, przeglądam Wasze blogi i za momencik uciekłam do łaciny, przed wykładami mam jeszcze trochę czasu więc zamierzam go dobrze wykorzystać, a Wam życzę MIŁEGO DNIA! :*


ps. ostatnio na moim blogu mało mnie z 'kosmetycznej strony', planuję znów wrócić do bardziej 'poskładanych', tematycznych postów :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

długi weekend w domu

W czwartek wróciłam do  Kielc, podróż była długa, bo wyjechaliśmy z Wrocławia o 10:30, a w domu byłam tuż po 17.. Korki, korki i jeszcze raz masakryczne korki. Czas w domu płynął szybko. Piątek w gronie rodzinnym, tradycyjne odwiedzenie cmentarza i zapalenie zniczy. Sobota również w domu, spotkanie z przyjaciółką po miesiącu rozłąki. I niestety właśnie w sobotę obudziłam się z bólem gardła, i złym samopoczuciem. Niedziela umknęła mi w tempie kosmicznym, już po 13 przyjechał po mnie luby, później odwiedziliśmy jego rodziców i o 16 wyruszyliśmy do Wrocławia. Padało przez większą część drogi, mój stan zdrowia nie był najlepszy. Listopad we Wrocławiu deszczowy i pochmurny, bynajmniej tak właśnie się zaczął. Kilka minut po 21 byłam już w mieszkaniu, podróż pomimo niekorzystnych warunków pogodowych minęła bez stania w korku. Poniedziałek, na uczelnię miałam na godzinę 8. Pierwsza łacina i na wstępnie kolokwium, jednak ja zamiast na uczelnie pomknęłam do lekarza. Moje gardło nadal dawało się we znaki, do tego migdały znacznie się powiększyły. Diagnoza - wirusowe zapalenie gardła i migdałów. Zwolnienie do końca tygodnia, jednak w piątek planuję iść na uczelnię, mam kolokwium z historii literatury polskiej, i nie zamierzam pisać go w dodatkowym terminie, aby nie robić sobie zaległości. I tak już łacinę mam zaliczyć na konsultacjach poza zajęciami..
Tak więc z domku wróciłam z wirusem, tak zaczął się mój listopad, który nie będzie łatwy, bo w listopadzie szykują się 3 ciężkie kolokwia, czyli czeka mnie kolejna porcja nauki i stresu. Mam nadzieję, że Wasz listopad zapowiada się dobrze, i zdrowie Wam dopisuje wraz z dawką pozytywnej energii!
Poniżej kilka ujęć z 'bycia w domu'.

błoga chwila w swoim pokoju

Sony Vaio zalazł miejsce na parapecie, wkomponował się idealnie w biel

niezastąpiony, nie oddam nikomu za nic ♥

edukuję się na koło z łaciny & herbatka w swoim domowym kubeczku || szkoda tylko, że nie dotarłam na to koło..

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...